Coś przyjemnego

Wczoraj wieczorem usłyszałam, żeby zrobić coś przyjemnego: lody, spacer albo coś innego. A że lodów to jeszcze długo nie, to poszłam na spacer po XIX-wiecznej części mojego Gdańska Wrzeszcza – perełce urbanistyczno-architektonicznej.

A lipy pachniały przecudnie.

Zaszłam do domu po kluczyki i pojechałam do Brzeźna obejrzeć zachód słońca nad Zatoką.

Przed zaśnięciem przeczytałam początek 2 Listu do Koryntian. I posłuchałam, po raz nie zliczę który, koncertu Krzysztofa Antkowiaka.
To był piękny i dobry wieczór.