Światowy Dzień Książki


godz. 8:57:17

Dbam o to, aby blog był diariuszem. W jego początkach dbałam nawet o to, aby nazwy zdjęć miały nie tylko datę ale i czas ich wykonania, dokładny co do sekundy. Teraz nie zapisuję tego tak skrupulatnie, ale co do zasady, zdjęcia zatrzymują chwilę z dnia publikacji wpisu. I z tego powodu, czasem publikuję wpisy z wsteczną datą (zgodną z datą wykonania zdjęcia), ale tego raczej nikt nie widzi. Tak jak czasem uzupełniam w papierowym zapiśniku wydarzenia i refleksje z dni poprzednich, ale tego, to już z całą pewnością, nie widzi nikt.

Wczoraj wieczorem scrollowałam galerię zdjęć na smartfonie szukając tego najlepiej oddającego klimat dzisiejszego książkowego święta. Takich najwięcej jest ze śpiącą Karusią przytuloną do książki, którą aktualnie czytam. Po pół godzinie odpuściłam. Pomyślałam, że przecież jutro będę na uczelni, a tam trudno o miejsce bez książek: są w kawiarni pachnącej „Książką i Kawą”, zapewne każdym gabinecie, na ogólnodostępnych półkach bookcrossingowych (1. weź, 2.przeczytaj, 3. podaj dalej). A nawet jeśli nie znajdę ciekawego kadru książkowego, to znajdę go po powrocie do domu, bo książki mam wszędzie. Może nie będą w słonecznym świetle, ale trudno. Przecież to Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, a nie słonecznych kadrów.

Dziś rano, gdy przy oknie robiłam makijaż, spojrzałam w stronę drugiego. I uśmiechnęłam się. Bo okazało się, że po-raz-nie-zliczę-który, zarówno w sprawach fundamentalnych jak i tak błahych jak wybór zdjęcia na bloga, niepotrzebnie troskałam się o… jutro.

Źródło: BibliePolskie.pl.

Źródło: Biblia-internetowa.pl.

Warto przeczytać tekst poprzedzający powyższą konkluzję, czyli od Mt 6, 25.